Recent changes Random page
GAMING
Gaming
 
WoWWiki
Halopedia
FFXIclopedia
Age of Conan
Warhammer Online
Grand Theft Wiki
See more...

W ciemności

Z Encyklopedia Bionicle

 
  • Toa Lodu sprawdził swój Cordak, przygotował się na to, co mogłoby się stać i podążył w ciemność za swoim najgorszym wrogiem. - część 1.

"Into the Darkness" (W Ciemności) to opowieść o Matoro i Maxilosie/Makucie, znajdująca się na BIONICLEStory.

Spis treści

[edytuj] Część 1

Toa Matoro płynął w ciszy poprzez czarne wody Dołu, za nim podążał robot-strażnik Maxilos. Dla Matoro było to jak posiadanie cienia zguby wiszącej nad nim, ponieważ wiedział o czymś, o czym nie wiedzieli inni - mechaniczne ciało Maxilosa zostało przejęte przez ducha Makuty.

"Czemu jesteś taki cichy"? zapytał Makuta pustym głosem Maxilosa. "Widzieliśmy śmierć i zniszczenie, i wiemy że będzie ich więcej. Widzieliśmy bohaterów zachowujących się jak łotry, ty sam zaś wyczyniałeś rzeczy wobec których nawet ja byłbym niechętny. Trzeba to uczcić".

"Zamknij się!" powiedział Matoro. "Ja tylko staram się uratować życie Mata Nui, życie, które przez ciebie jest zagrożone".

Makuta się zaśmiał. "Myśl jak chcesz, mały Toa, i próbuj nie przyznać samemu sobie że miałeś jeden zły dzień, jeden moment okrucieństwa, jedną chwilę gniewu." Makuta wyprzedził Matoro i wskazał w dół na dno morskie. "Chodź ze mną, chcę ci coś pokazać".

"Co?" zapytał Matoro.

"Nazwijmy to odpowiedzią na niektóre twoje pytania" odparł Makuta. Poprowadził Matoro w gląb mrocznych wód. Tam zobaczyli wielką dziurę w dnie morskim. "Odkryłem to krótko po przejęciu Maxilosa. To wejście do dawnego Dołu, więzienia zamieszkiwanego niegdyś przez Barraki i innych im podobnym. Jest tam coś, co powinieneś zobaczyć.

"Skąd mogę wiedzieć, że to nie jest pułapka?" spytał Matoro.

"Nie możesz" odparł Makuta. "Ale na pewno silny i odważny Toa jak ty nie obawia się niczego. Płyń za mną." Makuta wpłynął do środka przez otwór. Matoro obserwował go dopóki nie zniknął w Dole. Toa Lodu sprawdził swój Cordak, przygotował się na to, co mogłoby się stać i podążył w ciemność za swoim najgorszym wrogiem.

[edytuj] Część 2

Makuta wprowadził Toa Mahri Matoro do mrocznych głębin miejsca znanego dawniej jako Dół. Było bardzo cicho. Zwierzęta morskie opuściły to miejsce w obawie przed drapieżnikami.

"Jeden z nas na pewno nim jest", pomyślał Matoro. "Makuta żywił się strachem Matoran odkąd tylko sięgam pamięcią. A ja, czym ja się stałem? W momencie kiedy odkryłem, że noszę Maskę dającą mi moc ożywiania umarłych powinienem ją wyrzucić, nigdy nie powinienem jej używać."

"Kiedy ty rozmyślasz, ja znalazłem to, czego poszukiwałem." powiedział Makuta. "Tutaj."

Matoro spojrzał na punkt wskazany przez Makutę. W połowie zagrzebane szczątki okazały się być Maską Kanohi, której kształt wyglądał znajomo. Niedaleko znajdowały się potrzaskane szczątki pancerza Toa. "Co to jest?" spytał Matoro.

"Doczesne szczątki Toa Wody znanej jako Tuyet." odparł Makuta. "Została zesłana tutaj wiele tysięcy lat temu. Zginęła tutaj, choć nie wiem czemu, pewnie próbowała uciec."

"Czemu została tu zesłana"?

"Trudno dokładnia odpowiedzieć, skoro kilka dni temu nawet nie wiedziałem, że "tu" istnieje. Ale znam jej zbrodnię. Zdobyła obiekt o wielkiej mocy który nie powinien trafić w jej ręce. To było dlań zbyt wiele. Oszalała, została pokonana przez Toa Lhikana i Nidhiki, a obiekt został zniszczony, a przynajmniej tak myśleli Toa."

"Do rzeczy." powiedział Matoro.

Makuta zaśmiał się. "Powiedziałbym, że to oczywiste. Tuyet nie żyje, jest również jedyną która może wiedzieć, jak ten potężny artefakt, Kamień Nui, może zostać odtworzony. Chcę, abyś użył swojej Maski, Matoro, Maski Wskrzeszenia. Chcę, abyś przywrócił ją do życia."

[edytuj] Część 3

Toa Mahri Matoro i Makuta stali ponad szczątkami Maski i pancerza nieżyjącej od dawna Toa Tuyet.

"Jesteś szalony!" powiedział Matoro. "Dlaczego oczekujesz, że zrobię to czego chcesz?!"

"Muszę podkreślić, że dałem ci wybór" odparł Makuta. "Chcę byś użył swej Maski i ożywił te zwłoki i chcę żebyś to zrobił teraz" urwał. "Mogę cię po prostu zabić i zabrać Maskę, odwalając całą robotę, lecz to trochę niesmaczne".

"Nawet jeśli przywrócę ją do życia, nie pomoże ci odtworzyć Kamienia Nui" odparł Matoro. "Nie będzie miała duszy... rozumu..."

"I tak zawsze uważałem umysły Toa za bezużyteczne" powiedział Makuta. "Teraz bierz się do roboty.

Matoro skoncentrował się, aktywując swą Maskę Wskrzeszenia. Wiedział, ze Makuta wie co mówi; zabiłby go bez zastanowienia. Mimo to Toa był zdumiony nie wiedząc, czego Makuta od niego chciał. Gdyby tylko o tym wiedział, mógłby z powrotem obrócić Tuyet w proch, przerywając moc swojej Maski.

Kiedy jego Kanohi zaczęła działać, szczątki powoli zaczęły się schodzić ze sobą. To, co przed chwilą było dawno zgniłymi zwłokami, teraz nabierało innej formy. Odłamki pancerza wynurzały się ze szlamu, dążąc do połączenia się w całość. Jakimś cudem było to fascynujące i obrzydliwe zarazem. Powoli, odnowione ciało Toa Tuyet podniosło się z dna morskiego, czekając na rozkazy.

Wówczas Matoro zauważył coś dziwnego; niewielkie, mikroskopijne wręcz cząstki kryształu znajdujące się w ciele Toa Tuyet.

"Uważaj!" powiedział Makuta. - Kiedy Kamień Nui rozpadł się tysiące lat temu część wyparowała, lecz część przetrwała pod pancerzem Toa Tuyet. Z ich pomocą będę mógł na nowo wykreować Kamień. Wszystko, czego mi potrzeba, to odpowiednie narzędzie.

"Jakie?" spytał Matoro.

"Staff Artakhi" odparł Makuta, "i jeśli się nie mylę, twoi starzy przyjaciele, Toa Nuva, są o krok od zdobycia go za mnie.

[edytuj] Część 4

Toa Matoro, Makuta w ciele robota Maxilosa i ożywiona Toa Tuyet odpływali z opuszczonego więzienia wprost na pełny ocean. Umysł Matoro był wprost zalany pytaniami. Co Makuta chce zrobić z Kamieniem Nui jeśli go odtworzy? Czym jest Staff Artahki i na jakiej podstawie Makuta sądzi że Toa Nuva mu ją przyniosą? I najważniejsze pytanie: Jak Matoro ma to zatrzymać?

"Matoro!" Toa Lodu odwrócił się. Ku niemu płynęła Toa Hahli. W tle Matoro widział coś jak ocean pełny Płaszczek. "Gdzie płyniesz i kim jest ta Toa płynąca z tobą? Wygląda jak... Matoro! Coś ty zrobił?"

Matoro usłyszał głos Makuty w swym umyśle: "Mamy spotkanie, zapomniałeś? Jeden z mych Braci czeka w pobliżu Mahri Nui, lecz nie będzie czekał długo... Chyba nie chcesz żebyśmy się spóźnili? A jeśli powiesz Hahli choć jedno słowo o tym co robimy, a żadne z was nie dożyje następnego przypływu."

"Hahli, nie martw się, wszystko w porządku - zaufaj mi"

"Ufam ci, lecz sądzę że zbytnio przyzwyczaiłeś się do trzymania różnych rzeczy w tajemnicy, bracie. W dodatku zastanawiam się czy ty ufasz mi, lub któremukolwiek z nas."

Matoro spojrzał Hahli w oczy. "Wszystko będzie dobrze, wszystko idzie zgodnie z planem. Tak gładko jak wtedy gdy Nuparu użył swej Maski Lotu by przenieść cię nad przepaścią, pamiętasz? Teraz muszę, a raczej musimy iść."

Trzy postaci odpłynęły zostawiając Hahli niepokojącą się i trochę złą. Wtedy coś sobie przypomniała. "Zaraz! Gdy leciałam z Nuparu, on mnie upuścił i o mało co nie zginęłam! Matoro chciał przekazać mi wiadomość - jest w kłopotach, a ja chciałabym wiedzieć jak go z nich wyciągnąć.

[edytuj] Część 5

RZED PRZECZYTANIEM TEJ CZĘŚCI PRZECZYTAJ "DREAMS OF DESTRUCTION" CZĘŚĆ 6!

Matoro czuł się jak w środku koszmaru i bardzo chciał się z niego obudzić. W swej podróży z Makutą i reanimowaną Toa Tuyet, zostali zaatakowani przez Karzahniego, szalonego władcę miejsca gdzie niechciałby się znaleźć żaden Matoranin. Karzahni poszukiwał Włóczni Artahki którą posiadali, a Makuta nie miał zamiaru jej oddać.

Gdy Karzahni zaczął przegrywać walkę, wezwał hordę Krabów Manas. Słowo "Manas" oznacza po Matorańsku "Potwór", a właśnie tym były te monstrualne kraby. Serce Toa Lodu zamroziło się gdy Manasy się pojawiły. Zaatakował je swą Mocą Lodu, lecz one nie zareagowały. Kiedyś aż sześciu Toa ledwo poradziło sobie z garstką tych potworów, a teraz on i Makuta musieli stawić czoło setkom z nich.

Władca Ciemności nic nie robił. Nie atakował krabów Mrocznymi Promieniami czy Łańcuchową Elektrycznością. Czekał i patrzył, aż Manasy weszły w pole ataku. Wtedy sięgnął po swą najpotężniejszą broń. Swój umysł. Zdobył kontrolę nad połową Krabów i wysłał je przeciwko innym. Był to straszliwy widok. Dzikie, nieokiełznane potwory walczyły ze sobą. Karzahni patrzył zszokowany na jego armię, która niszczyła się sama. Matoro odwrócił wzrok. Makuta po prostu się śmiał.

"Szkodniki" powiedział Władca Ciemności. "Robią taki bałagan. Może powinienem skierować ocalałych na ciebie, co Karzahni?"

W tej chwili Karzahni się uśmiechnął. Miał on moc, której nawet Makuta nie byłby w stanie stawić czoła. Wysłał wizję w umysł Makuty. Makuta zobaczył, zupełnie jakby to się działo naprawdę, jak Toa Nuva budzą Wielkiego Ducha Mata Nui. Widział jak Mata Nui wstaje po raz pierwszy od ponad tysiąca lat. Następnie zobaczył jak moc Wielkiego Ducha zaczyna płynąć przez cały wszechświat, poszukując tych którzy ośmielili się mu sprzeciwić. Zobaczył straszliwą zemstę Mata Nui i wiedział jaka zaraz sięgnie go kara.

Makuta wrzeszczał.

CIĄG DALSZY NASTĄPI W "DREAMS OF DESTRUCTION" CZĘŚĆ 7

[edytuj] Część 6

Nawet jeśli Makuta odczuwał jeszcze skutki walki z Karzahni, nie dawał tego po sobie poznać. Nie okazał także żadnych emocji, gdy on i Matoro spotkali się z Makutą Icaraxem który dostarczył Staff Artakhi do wód nad Dołem. Po prostu wziął przyniesiony przedmiot i odprawił bez niczego swego poddanego. Teraz on i Matoro stali nad pozostałościami Toa Tuyet. Maleńki fragment Kamienia Nui lśnił w mroku pod jej pancerzem.

"To wszystko, czego potrzebuje Staff" powiedział cicho Makuta. "Jeden fragment, a potęga kamienia odtworzy się na nowo.

"A co będziesz z tego miał?" spytał Matoro. "Co ty kombinujesz?"

"Bardzo dobrze, mój mały, ciekawski Toa," odparł Makuta. "Pomyśl. Tuyet i Nidhiki nie byli jedynimi Toa, którzy przeszli na stronę zła. A jeśli kolejny z nich upadnie, w dodatku pod moimi rozkazami, cóż, dobrze by było użyć Kamienia, aby zwiększyć jego moc, po stokroć, po tysiąckroć, wyobraź sobie wszechmocnego Toa pod moimi rozkazami, wytrzebiającego swój gatunek z powierzchni tej planety."

Makuta wycelował Staff w cząstkę Kamienia i uaktywnił jego moc. Powoli, fragmenty Kamienia zaczęły płynąć poprzez wodę, zbliżając się do siebie nawzajem, łącząc się ponownie po raz pierwszy od tysiąclecia.

"Nie mogę ci na to pozwolić!" zawołał Matoro, cofając się gwałtownie.

Makuta machnął ręką i tarcza energii uniemożliwiła Toa ruch.

"A ja nie mogę ci pozwolić, byś mnie powstrzymał" powiedział. "Nikt mnie nie zatrzyma."

Podmuch czystej energii trafił Pana Mroku prosto w plecy. Makuta zatrząsł się, wypuszczając Staff.

"Kto śmie!?" warknął.

"W swoim czasie, pozwalałem ci na wiele rzeczy. Może zbyt wiele rzeczy" nadeszła odpowiedź. "Przebyłem długą drogę od światła i może już nigdy nie odnajdę drogi powrotnej."

Makuta odwrócił się. To był Brutaka, dawny strażnik Maski Życia, teraz zmutowany więzień Dołu. Flary energii wciąż figlowały wokół jego dłoni. Jego ciało zmieniło się: pokręcone kolce wystawały z jego pancerza, a jego plecy przecinała długa płetwa. Brutaka stanął przed nim, gotowy do walki.

"Ale mrok nie przesłonił mi serca na tyle, aby nie poznać potwora, gdy stoi na wprost mnie."

Makuta wystrzelił strumień mrocznej energii w Brutakę. Wojownik odsunął się na bok i rzucił na Makutę, dobierając Staff. W tym samym momencie zawołał: "Botar!"

Wszystko stało się tak szybko. Sługa Zakonu Mata Nui znany jako Botar pojawił się pośrodku bitwy, zabierając Staff z rąk Brutaki. Poświęcił tylko moment, by skinąć głową w podziekowaniu swemu dawnemu przyjacielowi i zniknął.

"Odszedł." powiedział Brutaka do Makuty. "Staff jest teraz poza twoim zasięgiem. Jesteś zgubiony."

"Jeśli ja straciłem Staff, ty jesteś o krok by utracić wszystko co masz" odparł Makuta.

Brutaka nie cofnął się ani nie wzdrygnął. Zamiast tego zaśmiał się - długi, mocny śmiech z odrobiną szaleństwa.

"Chyba pomyliłeś mnie z kimś" odparł, "kto ma coś jeszcze do stracenia".

[edytuj] Częśc 7

"Wynoś się stąd, już!" - krzyknął Brutaka do Matoro. - "Uciekaj do innych... ja się zajmę Makutą!"

"Po tym, jak położył Toa Nuva i Inika?" - parsknął Makuta. "Jesteś na tyle naiwny, aby mu zaufać, Matoro?"

Matoro już wybrał. Brutaka był kieyś członkiem Zakonu Mata Nui, zanim przeszedł na złą stronę, ale Makuta? Jego dusza była mroczna od chwili jego stworzenia. Właściwie to nie miał wyboru. Odpłynął tak szybko jak mógł, kierując się ku spotkaniu z innymi Toa.

"Przez ciebie straciłem Kamień Nui, Brutaka," - powiedział Makuta, ciskając gromem Mroku w Brutakę. "Stałeś się... drażniący."

Ale mroczna energia nigdy nie dotarła do celu. Aktywując swą Kanohi, Brutaka otworzył portal i wysłał pocisk do Strefy Mroku, gdzie nie stanowiła zagrożenia".

"Zobaczmy zatem, czy stanę się irytującym" - odparł Brutaka, miotając podmuch energii z miecza, który wytrącił Makucie jego broń z ręki. "Wiesz, Makuta, możemy tak walczyć cały dzień, lecz nie pomoże ci to osiągnąć swego celu".

"A jest nim?" - zapytał Makuta, kiedy używając mocy Grawitacji cisnął Brutaką o pobliskie wzniesienie.

"Ałć!" - syknął Brutaka. "Cóż, nie chcesz Maski Życia. Gdyby tak było, nigdy nie wykorzystałbyś tych żałosnych Piraka, aby to zrobić. Ale chcesz tu być, kiedy zostanie odnaleziona, pociągając za wszystkie sznurki. Chcesz wiedzieć, kto ją ma, jak jej użyje i kiedy. Dociera?"

"Trochę za blisko" - odparł Makuta, zamykając wokół Brutaki pole hibernacyjne. Ale były członek OoMN rozbił je jednym machnięciem miecza.

"Proszę" - zakpił Brutaka. - "Wydostawałem się z takich pól, kiedy ty na Destralu kreowałeś Mole Archiwiczne.

"Czego ty chcesz, Brutaka?"

"Kiedyś chciałem Maski tylko dla siebie." - odparł Brutaka. - "Chciałem widzieć siebie na tronie wszechświata. Teraz chyba trochę zmieniłem zdanie i chcę ci pomieszać szyki." Brutaka uśmiechnął się. "Och, a swoją drogą - Nocturn miał Maskę, kiedy go ostatni raz widziałem, ale Hydraxon był o krok by ją przejąć. A kto wie, co ten wariat z nią zrobi? Może powinieneś zobaczyć?"

Instynkt mówił Makucie, by kontynuować walkę, ale Brutaka miał rację - nie mógł sobie pozwolić na utratę kontroli, nie teraz. - "To nie koniec" - powiedział Pan Mroku.

"Brutaka przeciągnął palcem po krawędzi miecza. "Och, Makuta, ja liczę na to!"

[edytuj] Część 8

Makuta, w ciele Maxilosa, płynął szybko poprzez mroczne wody Dołu. W tym samym czasie jego umysł dryfował gdzieś w przeszłości. Czy to naprawdę zaledwie 100.000 lat dzieliło go od momentu kiedy zobaczył po raz pierwszy światło słońca, wraz z innymi Makuta? Chiroxem, Antrozem, Vamprahem, Mutranem i innymi?

Zostali wybrani przez Wielkiego Ducha w specjalnym celu. Mieli stworzyć rośliny i zwierzęta potrzebne do istnienia tego wszechświata. Z biegiem czasu role się zmieniły. Bractwo Makuty miało obserwować lądy i wody wszechświata Matoran. Jakiekolwiek zagrożenia wymierzone przeciwko Mata Nui były miażdżone armiami dowodzonymi przez Makutę.

Kiedy Wielki Duch odkrył problematykę istnienia, z dnia na dzień bezpieczeństwo i porządek obciążało Barki Makuty. Och, oczywiście, byli Toa, toczący się dookoła i hałaśliwie radzący sobie z tym, co nazywali zagrożeniami, ale prawdziwa potęga tworzenia i destrukcji należała do Bractwa.

Logika wskazywała, że Matoranie któregoś dnia zrozumieją, że ich życia zależą od Makuta i będą się zachowywać poprawnie. Ale nie, obchodzili swoje Dni Imion, ku czci Mata Nui. Kończąc pracę i dzień dziękowali Mata Nui za to, że udało im się sukcesywnie dokończyć dzieła. Mata Nui, który był im tak odległy, mogliby równie dobrze być świetlikami rojącymi się wokół jego stóp.

Tyle tysiącleci minęło, zamieniając władzę w zazdrość; a zazdrość w urazę; a uraza w nienawiść. Pod skórą każdego Makuty płonęło pragnienie by zobaczyć Wielkiego Ducha... upokorzonego.

Ale to było zanim powstrzymano rebelię Barraki, po której Makuta z Metru Nui zaczął myśleć, że może, może coś dałoby się zrobić. Ale jego plan to było coś więcej niż tylko pokonanie Mata Nui. Nie, to był labirynt schematów; wciąfnął w tę sieć mnóstwo Toa, Łowców, Bohroków, Visoraków i wiele więcej. I pomimo tych zawirowań i udziwnień, plan był genialny w swej prostocie.

"Jest mały Rahi, nazywany Water Wraith", wyjaśnił Bractwu, jakieś osiemdziesiąt tysięcy lat temu. "Tak mały, tak niepozorny, że większe ryby nawet nie uznają go za godny posiłek. Ale Wraith atakuje istoty większe i potężniejsze od siebie. To oczywiście przegrana bitwa i mały, biedny Wraith ląduje w paszczy wroga. Oczywiście wróg szybko zdaje sobie sprawę, że szkielet zewnętrzny Wraitha jest pokryty trucizną. Umiera od razu, a Wraith wypływa, by ucztować na swym głupim i martwym przeciwniku".

"Czasem, moi bracia," powiedział, siadając na obsydianowym tronie "najlepszą, jedyną drogą do zwycięstwa... jest przegrać."

[edytuj] Część 9

Makuta marzł. Bardziej niż kiedykolwiek. Bardziej niż w mroku który zamieszkiwał. Kiedy próbował odzyskać MoLi z rąk Hydraxona, Toa Matoro zamroził go w supermocnym bloku lodu. Teraz nawet jego energia zaczęła się krystalizować, co z jego punktu widzenia było niepiękną opcją.

Poprzez czysty lód widział ledwo postacie Toa Mahri, Barraki i Hydraxona w szalonym starciu o Maskę. Nikt z nich, myślał, nie wie co ta Maska może zrobić. Dla nich to był zwykły świecący skarb który otoczyli jak głodne Rahi. Makuta, oczywiście, wiedział lepiej. Składał sobie informacje z legend, plotek, nawet informacji z krótkiego pobytu na Artace.

MoLi miała na celu coś więcej niż tylko wyleczyć Wielkiego Ducha, gdyby zachorował. Nie - Maska była doskonałym rozwiązaniem innego problemu. Wielkie Istoty mogą tworzyć wszechświaty, ale nie mogą być pewni, czy wszystko idzie dobrze. Jeśli nie, gdyby populacja zaczęła wojnę, gdyby nadeszło zło, gdyby cała nadzieja odeszła, Maska zaczęłaby wysysać całą energię życiową z istot i zakończyłaby istnienie wszechświata na dobre.

Gdyby tak się stało, Maska stałaby się srebrna, a nawet czarna gdy nadejdzie koniec. Axonn, Brutaka, Umbra - ci wszyscy szlachetni strażnicy nawet nie wiedzieli, że to czego pilnują może przynieść całkowitą anihilację świata. Makuta o tym wiedział i przekuł to we wspaniały plan. Oczywiście śmierć z wychłodzenia nie stanowiła jednego z ogniw.

Wówczas Makuta poczuł coś niemal cudownego. Krople wody ściekały wzdłuż jego więzienia. Wówczas zobaczył czemu - Jaller wytworzył ścianę ognia. Ciepło topiło lód Matoro, wolność była o krok. Potężne ramię Maxilosa rozbiło więzienie w pył i Makuta skierował swoje nowe ciało ku bitwie.

To był moment, by poczynić kolejny krok ku realizacji planu.

Koniec......

[edytuj] Postacie

Oceń ten artykuł: Share this article: