Fandom

Encyklopedia Bionicle

Zjednoczeni w Lęku

1814stron na
tej wiki
Dodaj nową stronę
Dyskusja10 Udostępnij

Możesz wyjść stąd, Roodako, o własnych siłach i wykonać misję dla mnie i moich mocodawców, albo mogę cię stąd wynieść, wrzucić do dołka w ziemi, zakopać i zobaczyć, czy coś wyrośnie

- Brutaka, część 1.
Federation of Fear.png

Zjednoczeni w Lęku - opowieść znajdująca się na BIONICLEstory.com

Część 1

Vezon otworzył oczy; w oczach tych odbijało się jakby zdumienie, że zarówno one jak i ich właściciel wciąż żyją. Ostatni przebłysk pamięci jaki mógł teraz wydobyć ze swego umysłu to scena w której stał samotnie otoczony przez hordę Zyglaków, które wydawały się odporne na jego wrodzony czar i urok. Wtedy nadszedł błysk, poczucie obecności innej istoty, dalece silniejszej niż on sam.

Rozejrzał się wokół. Miejsce w którym się znajdował był czymś w rodzaju ogromnej komory, w której nie był zresztą sam. Vezon nie rozpoznał żadnego z czterech innych rezydentów. Odruchowo zaczął obmyślać ile czasu zajęłoby mu ich obezwładnienie i zniszczenie zamka w drzwiach.

Rozważania Vezona zostały przerwane pojawieniem się szóstej istoty. Był on wysoki, szczupły i umięśniony, nosił stalowy hełm i dwustronny miecz sporych rozmiarów. Przybysz spojrzał na pozostałą piątkę jakby byli oni krabami Ussal przeznaczonymi na licytację, a to właśnie jemu przypadł wybór tych, które zostaną dopuszczone dalej.

"Jestem Brutaka," powiedział przybysz. "Wiem, że chcecie zadać mi wiele pytań, ale nie jestem tu by na nie odpowiedzieć. Gdzie jesteście, dla kogo pracuję, czym jest to miejsce... Tego nie powinniście wiedzieć. Powinieneś wiedzieć jednak, że są dwie, i tylko dwie możliwości by się stąd wydostać."

Kobieta, Xianka podeszła nieco bliżej Brutaki i powiedziała drapieżnym, miękkim głosem, "A są to?"

"Możesz wyjść stąd, Roodako, o własnych siłach i wykonać misję dla mnie i moich mocodawców," odpowiedział Brutaka. "albo mogę cię stąd wynieść, wrzucić do dołka w ziemi, zakopać i zobaczyć, czy coś wyrośnie."

Brutaka skierował swoja uwagę na innych. "Wszyscy macie ze sobą wiele wspólnego – łączą was powiązania z Bractwem Makuty. Roodaka, tutaj, zdradziła Bractwo dla Mrocznych Łowców których następnie także zdradziła; w efekcie obie ze stron chcą widzieć ją martwą. Takadox i Carapar to Barraki których armie został 80,000 lat temu zgniecione przez Bractwo. Makuta w kącie to Spiriah, poniósł sromotną klęskę eksperymentując na wyspie Zakaz, tak sromotna, że nawet jego dawni kompani usiłują go zabić."

Vezon uniósł rękę. "Przepraszam, brutalny władco ostrzy, lubujący się w ogrodnictwie. Nigdy nie spotkałem, się z żadnym Makutą twarzą w twarz i nie chciałbym jeśli miałby mnie wdeptać w ziemię i zmieszać z ziarenkami brudu. Myślę, że przyda ci się ktoś jeszcze… jestem Vezon przez 'n, widzisz, nie Vezok przez 'k, i-"

Podobny do kraba Carapar złapał za szyję i podniósł, po czym przycisnął go do ściany. "Mówisz zbyt dużo," warknął Barraki.

"O tak." Zamruczał Brutaka potrząsając głową. "Współpraca zaczyna się świetnie."

Część 2

Roodaka była wściekła. Odziana w płaszcz wykonany z roślinnego włókna przechadzała się wzdłuż wybrzeża wyobrażając sobie nieustannie wszystkie ohydne rzeczy w jakie któregoś dnia z pewnością przemieni Brutakę z pomocą swojego miotacza Rhotuka. Tak czy siak musi za to zapłacić.

Brutaka i jego zespół – Roodaka, Vezon, Carapar, Takadox i Makuta Spiriah – przypłynął do brzegów wyspy Stelt w małej łodzi. Kiedy tylko Roodaka rozpoznała linię brzegową wyspy zaczęła protestować. Stelt była rodzinną wyspą Sidoraka, jej byłego towarzysza i jego poddanych. Co gorsza Roodaka pozostawiła Sidoraka na pewną śmierć i zapewne każdy na wyspie doskonale znał tą historię. I prawdopodobnie gdyby się tu pojawiła musiałaby ratować się ucieczką.

Ale Brutaka nalegał mówiąc, że bez niej nie uda im się zdobyć większej łodzi która będzie im potrzebna. Jedyną inną osobą w zespole która wyraziła sprzeciw był Spiriah, który sądził, że wszędzie mogą czekać na niego szpiedzy Bractwa czyhający na jego życie.

"Jak zdobędziemy statek?" Syknęła Roodaka. "Nie mamy żadnego wyposażenia, żadnych rąk innych niż twoje, nawet tej śmiesznej Matorańskiej waluty. Nie mamy nic wartościowego co moglibyśmy zaoferować na wymianę.”

"Poradzimy sobie," Odpowiedział Brutaka popychając jednocześnie drzwi sklepiku. "Mamy ciebie."

W chwili gdy wymówił te słowa Carapar złapał ją od tyłu i zarzucił na jej głowę kaptur. Zespół wraz z szamoczącą się Roodaką znalazł się we wnętrz zaciemnionej chaty w której rozchodził się dziwny, nieprzyjemny zapach. Jej właściciel pochodził z gatunku Sidoraka.

"Chcemy dobić interesu,” powiedział Brutaka. "Potrzebujemy twojego najszybszego statku z zapasami na długą podróż na południe.”

"Na południe?" parsknął kupiec. "Wtedy już nigdy nie zobaczę mojego statku a tym bardziej was. Chyba, że je jesteś w stanie uczynić mnie bogatym --"

Brutaka zdjął kaptur z głowy Roodaki w której oczach odbijała się rządza krwi. "Czy nagroda którą dostaniesz za schwytanie zabójcy Sidoraka zaspokoi twoją rządzę pieniądza?" Kupiec uśmiechnął się i zgodził się na przyjęcie zapłaty. Przez długą chwilę całą jego uwagę pochłaniała wizja czekającego bogactwa, która do tego stopnia przyćmiła jego umysł, że nie zauważył nagłego zniknięcia Takadoxa. Statek był w sam raz - o średnim rozmiarze, dobrze uzbrojony i mogący zmieścić co najmniej tuzin osób. Załoga dużego niebieskoszarego masztowca zakotwiczonego nieopodal pracowała teraz w pocie czoła na statku obserwowanym przez zespół.

"Wezmę ten," powiedział Brutaka. W okolicy statku słyszalny był głośny plusk na który nikt jednak nie zwrócił uwagi.

"A ja wezmę mordercę Sidoraka," powiedział kupiec. "nie robię tego dla nagrody, ale przecież nie mogę pozwolić by Vortixx zabijali przedstawicieli naszego gatunku i uciekali bezkarnie" Znów rozległ się plusk, potem następny i następny. Brutaka je zignorował. "Oczywiście, ze nie możesz. Ale jeśli chcesz by uwierzono ci, że sam złapałeś tego groźnego przestępcę, będziesz musiał wyglądać na kogoś, kto właśnie stoczył wyczerpującą walkę. Kilka lekkich uderzeń które ugodzą w twoją twarz mogłyby z łatwością załatwić sprawę. Mój przyjaciel, Vezon może do tego pozbawić cię przytomności."

"Kiedy tylko chcesz," dźwięcznym głosem odpowiedział Vezon uśmiechając się szeroko.

Plusk. Plusk. Plusk.

Kupiec spojrzał za siebie szukając Vezona który znajdował się dość daleko od reszty zespołu. Co takiego mógłby mu zrobić? "W porządku," powiedział kupiec. "Wszystko jedno jak – macie sprawić bym wyglądał przekonywająco."

Uśmiech Vezona rozszerzył się jeszcze bardziej. Roodaka wciąż walczyła z żelaznym uściskiem Carapara. Brutaka niby to przypadkowo oddalił się od sceny wydarzeń obserwując statek. Vezon uniósł pięść. Wtedy, jednym gładkim ruchem Brutaka obrócił się wokół własnej osi i uderzył kupca w tył głowy. Kupiec nieświadomy osunął się o zmienię.

"Hej!" krzyknął Vezon. "On był mój! Wcale nie chciałem go zranić... nie zbyt mocno... potrzebowałbym tylko kilku godzin i właściwych narzędzi, a kupiec przestałby być kłopotem."

"To byłoby jakieś wyjście," Odpowiedział Brutaka. "To zajęłoby nam jednak za dużo czasu. Wszyscy na pokład – ty także Roodaka."

Wspięli się na statek który był już opuszczony. Zastali tam tylko samotnego Takadoxa. Barraki lekko się ukłonił, wskazał na swoje hipnotyzujące oczy i zaczął mówić, "Załoga postanowiła pójść popływać. Wszyscy naraz, wyobrażacie sobie?."

"Po co ten cały kłopot?" wymamrotał Carapar. "Mogliśmy po prostu wejść na statek, obić załogę i odpłynąć."

"I wszyscy znali by nasze rysopisy?” spytał Brutaka. "Nie wspominając już o tym, ze zarówno Bractwo jak i Mroczni Łowcy wiedzieli by już, że była tu Roodaka?"

"Chyba żartujesz, a kupiec?" powiedziała Roodaka. "On mnie widział!"

Brutaka zaśmiał się, a statek odbił od brzegu. "Kto uwierzy osobie wystarczająco głupiej by stać nieruchomo i dać się uderzyć od tyłu?"

Część 3

Brutaka i jego przedziwna załoga byli na morzu już trzeci dzień, kiedy wezwał ich do siebie. - Czas, byście poznali szczegóły naszej misji. I zanim zapytacie, zostaliście wybrani z ważnego powodu: jesteście bezwartościowi. Nikogo nie obchodzi, czy będziecie żyć, czy umrzecie, co sprawia, że jesteście idealną siłą roboczą do tej misji.

Carapar warknął coś niezbyt przystojnego. Brutaka postanowił go zignorować.

- Płyniemy na południe, na wyspę leżącą poza krańcami mapy - kontynuował Brutaka. - Ale nie jest niezamieszkana. Tak naprawdę, ma jednego, wyjątkowego rezydenta: Makuta imieniem Miserix.

Teraz to Spiriah zaczął coś mamrotać, bardziej jednak z szoku niż gniewu.

- Miserix, dla tych co nie wiedzą, był pierwotnym liderem BoM - powiedział Brutaka. - Został obalony i uwięziony na wulkanicznej wyspie. Jest strzeżony przez Rahi i Wielkie Istoty wiedzą co jeszcze - istoty, które ktoś uznał za gotowe zabić uciekającego Makutę. A nasza robota polega na ich zlikwidowaniu.

Na początku nikt nic nie mówił. Potem przemówił Takadox. - A co za to dostaniemy? Pieniądze? Potęgę? Wolność?

Brutaka się uśmiechnął. - Będziecie mogli przeżyć następny dzień. - A co gdy go złapiemy? - zapytała Roodaka. - Będziemy go trzymać?

- To nie twoje zmartwienie - odparł Brutaka. - Każdy z was ma zadanie do spełnienia. Kiedy będziemy blisko dostaniecie broń i wyposażenie. Spróbujcie uciec, w którymkolwiek momencie, a moi przyjaciele was wytropią - przyjaciele przy których wyglądam jak duży, słodki Ussal.

Vezon pierwszy to zauważył. Mała flota zatłoczonych stateczków zbliżała się od zachodu. Były to najpaskudniejsze łodzie jakie można sobie wyobrazić, pozlepiane ze szczątków i wraków, niegodne by pływać po morzach. Ale nie zwracał uwagi na wygląd statków, ale ich załogę.

- Zyglaki! - krzyknął.

Wszyscy pobiegli do burty, by zobaczyć. Faktycznie, gadzie istoty znane jako "pomyłka Wielkich Istot" manewrowały statkami. Agresywne i niszczycielskie, Zyglaki nienawidziły Wielkiego Ducha i wszystkiego co z nim związane. Wątpliwe, aby zwracały uwagę na zew społeczeństwa.

Brutaka starał się skierować statek z dala od nich, ale wiatr i fale im nie sprzyjały. Po kilku minutach zorientowali się, czemu; Makuta Spiriah używał swojej mocy kontroli pogody, by utrzymać statek w miejscu.

- Czy myślałeś, że to będzie takie łatwe? - zapytał. - Wydedukowałem parę dni temu, jaki jest nasz cel i przekazałem wiadomość moim Zyglaczym przyjaciołom poprzez kanały komunikacyjne Steltu.

Vezon wyglądał na przerażonego. Spędził wiele dni w niewoli Zyglaków, całkiem niedawno. Nie chciałby tego powtórzyć. - Przyjaciele? Zyglaki nie mają przyjaciół... tylko niezjedzone posiłki.

- Są wyrzutkami - powiedział Spiriah. - Tak jak ja. Teraz, Brutaka, przejmuję dowodzenie nad statkiem. Obieramy nowy kurs, na wyspę Zakaz. To tam spotkałem porażkę i upokorzenie - to tam mój wspaniały eksperyment zawiódł, bo mieszkańcy byli zbyt dzicy, by wiedzieć, co zrobić z moimi podarkami. To przez nich zostałem wyrzucony z Bratcwa... I teraz za to zapłacą!


Część 4

Minęły 3 dni, odkąd Spiriah przejął kontrolę nad łodzią. Od tej pory, kierowali się ku wyspie Zakaz, otoczeni ze wszystkich stron przez łodzie wypełnione morderczymi Zyglakami. Spiriah kontrolował każdy cal statku, wydając innym rozkazy i uprzykrzając się Brutace. Mimo wszystko Brutaka nic nie mówił i nie podejmował kroków przeciwko Spiriahowi.

- Możnaby pomyśleć, że zaczynami się nieco o niego martwić - powiedział Takadox, gestykulując ku Brutace.

- Mów za siebie - odparł Carapar.

- Dom - rozpromienił się Vezon. - Dobra, nigdy nie byłem na Zakazie... Nie jestem nawet z tej rasy... Tak naprawdę, zapewne zabiliby mnie na mój widok... albo co gorsza powiesili do góry nogami nad mięsożerną rośliną... ale przynajmniej umarłbym w domu.

Roodaka porzuciła wszelką nadzieję na to, że Brutaka jakoś zadziała przeciwko Spiriahowi. - Bractwo bardzo się osłabiło w ostatnich latach - przekonywała tego ostatniego. - Walczą z Mrocznymi Łowcami i Toa... Są słabi. Gdybyś teraz twoja armia ich zaatakowała, mógłbyś objąć kontrolę nad Destralem i rządzić światem. Oczywiście, potrzebowałbyś kogoś u swego boku, kto znałby wszystkie fakty i umiał je dobrze wykorzystywać...

Spiriah spojrzał na Roodakę, jakby była paskudztwem, które przyczepiło mu się do buta. - Wolałbym dać swój łeb pod tępy topór, niż zaufać tobie, kobieto. Twoje imię stało się synonimem zdrady.

- Lepsze to, niż być synonimem słowa "porażka" - mruknęła Roodaka.

Wymiana zdań skończyła się w momencie, gdy na horyzoncie pojawił się zarys portu. To był Zakaz, w swej zrujnowanej "glorii". Garść statków Łowców pełniła funkcję patrolu. Na rozkaz Spiriaha, Zyglacze wehikuły zaatakowały. Wzięte z zaskoczenia, statki Łowców w liczbie trzech sztuk błyskawicznie zatonęły. Reszta wylądowała na plażach wyspy, tylko po to, by natychmiast paść z rąk rasy Skakdi.

Spiriah zaśmiał się na ten widok. - Skakdi myślą, że wiedzą, co oznacza słowo "dzikość", ale nigdy nie spotkali Zyglaków. A Makuta wierzą, że znają wszystkie odcienie zemsty, ale ja pokażę im odcień ciemniejszy niż cokolwiek widzieli.

Mała armada posuwała się naprzód, Zyglaki już szykowały się do najazdu na plaże. Wciąż pozostawało jakieś 500 jardów [około 450 metrów - N2], gdy pierwsza łódź nagle przechyliła się i zatonęła. Po niej kolejne i kolejne. Wkrótce, Zyglacze statki ze wszystkich stron nabierały wody, z powodu dziur wyrwanych w ich kadłubach poniżej linii wodnej.

Takadox ruszył ku burcie. Zdążył uchwycić widok istot tuż pod lustrem wody, atakujące Zyglaki. Z tej odległości wyglądały niemal jak jego dawny sprzymierzeniec, Ehlek. Kimkolwiek byli, ruszali się pod wodą jak ryby, a statki nie stanowiły wyzwania dla ich pazurów.

Zszokowany niespodziewaną zagładą swoich sił, Spiriah nie był gotów na atak Brutaki. Podmuch energii zwalił go z nóg, dobrze wymierzony kopniak utrzymał go na ziemi, a Brutaka przystawił ostrze do jego napierśnika.

- No, dalej - powiedział chłodno. - Użyj jednej ze swych mocy. Myślisz, że zdążysz to zrobić, zanim rozerwę ci pancerz? A jak długo twoja energia wytrzyma tu bez ciała, które mogłaby opętać? A może powinienem zwyczajnie wyrzucić cię za burtę?

- Jak...? - zaczął Spiriah.

- Jak sobie poradziłem z Zyglakami? To proste. Ty masz swoich przyjaciół, ja mam swoich. Moi są podwodną rasą, która została specjalnie zmodyfikowana przez moich pracodawców, by zabijać Makuta. Żyją wokół brzegów Zakazu, a teraz ćwiczą sobie na twoich Zyglakach. Nie chcesz na to patrzeć... Okropny bałagan.

- Momencik! - powiedział Takadox. - Nie żebym się skarżył, ale jak nawiązałeś kontakt ze swymi "przyjaciółmi"? Nie opuściłeś nigdy statku.

Brutaka postawił Spiraha na nogi. Dookoła, ocean był zaśmiecony wrakami i trupami Zyglaków. - Przyjaciele Spiraha podążyli za nami. A ja miałem kogoś, kto podążał za nami odkąd opuściliśmy Stelt, tak na wypadek potrzeby... Oto i ona.

Reszta odwróciła się, widząc mały jacht zbliżający się od wschodu. Jej samotny sternik był kobietą, była smukła i dobrze uzbrojona. Gdy zbliżyła się i weszła na pokład, Roodaka zauważyła, że jej lewe ramię było w pełni mechaniczne. Przez chwilę wręcz współczuła Spiriahowi.

- Oto ostatni członek naszej drużyny - powiedział Brutaka. - Spróbujecie jej zagrozić... to bądźcie pewni, że będzie dla was groźniejsza ode mnie. Przedstawiam wam Lariskę

Część 5

Lariska stała na łodzi z Brutaką, obserwując jak lekko posuwa się poprzez wodę. Za nimi reszta drużyny pilnowała Makuty Spiriaha - nie, żeby mogli zatrzymać go na zbyt długi czas. Ale Brutaka dokonał pewnych obliczeń i wyjaśnił mu, jak długo pożyje, jeśli Bractwo dowie się, gdzie jest. Potem podkreślił, że jeśli statek i załoga zostaną zniszczone, Bractwo będzie wiedzieć, gdzie zacząć szukać.

Oczywiście, to był blef, ale Spiriah spędził spory kawałek życie na ucieczce przed dawnymi towarzyszami i przyzwyczajaniu się do kryjówek co kilka chwil. Jak oczekiwał Brutaka, Spiriah kupił to i wycofał się.

Statek sterował z dala od Zakazu, na południe. Jednak na ich drodze do ostatecznego celu znajdował się jeszcze jeden przystanek. Przystanek, którego Brutaka obawiał się najbardziej - czas uzbroić swoją drużynę.

Wyspa, która znalazła się w ich polu widzenia, była zwyczajnym kawałkiem gołaj skały. Nie był to ich oryginalny przystanek, ale plany uległy zmianie. Dwóch członków Zakonu, Botar i wysoki na prawie trzy metry członek Zakonu imieniem Trinuma zostali pozostawieni na małej zadrzewionej wyspie niedaleko kontynentu, by przekazać bronie drużynie. Jednak Makuta imieniem Icarax zauważył ich i zaatakował. Walka była zaciekła, ale krótka. Botar został zmasakrowany, zmiażdżony magnetyczną mocą Makuty, a Trinuma ledwo uciekł, by o tym opowiedzieć. W akcie desperacji pozostawił broń na pierwszym kawałku lądu, który spotkał przed Daxią i powrócił tam z tragiczną wieścią.

Rzucili kotwicę w pobliżu wybrzeża. Brutaka ostrzegł Takadoxa i Carapara że będzie miał na nich oko, gdy będą płynąć, na wypadek gdyby wpadł im do głowy jakiś głupi pomysł, typu zanurkować i odpłynąć. Vezon pierwszy zareagował, gdy postawili stopy na skalistej plaży.

- Coś... mi tu nie gra - powiedział nietypowo poważnym tonem. - Coś, na co nie mają wpływu nawet moje moce.

- Nie masz żadnych mocy, dziwaku - przypomniał mu szorstko Carapar.

- Nie mam? - powiedział Vezon, oszołomiony. - Gdzie ja byłem, kiedy mi je dano? Zobaczmy... Jama Makuty... Voya Nui... tunele... więzienie... Jak mogłem zapomnieć o naszym spotkaniu, zawsze jestem tam, gdzie coś się dzieje.

- Cisza! - powiedziała Lariska, unosząc sztylet. - Jest coś w twojej paplaninie, co się zgadza: coś tu jest nie tak.

Zbliżył się Brutaka, niosąc bronie. Takadox wziął długie, cienkie ostrze, Carapar wybrał ząbkowane. Roodaka wzięła miotacz Rhotuka, a Brutaka dał Spiriahowi miotacz, ostrzegając go z chłodnym uśmiechem, by nie celował w siebie... ani nikogo innego. Vezon wziął włócznię, którą obrócił w dłoniach, bez entuzjazmu.

- Co to to robi? - zapytał.

- Nic - odparł Brutaka. - Ale z twoimi mocami, nie potrzebujesz niczego, nie?

- Racja - rozpromienił się Vezon, zapominając jeszcze raz, że nie ma już żadnych mocy. Carapar warknął z frustracją i odszedł.

- Musimy iść - powiedział nerwowo Takadox. - Idziemy!

- Coś jest w tej jaskini - wskazała Lariska. - Słyszałam odgłos oddechu, ale... to brzmiało mokro, jakby ktoś oddychał przez błoto. I jest coś jeszcze, co brzmi... jakby pełzło.

Spiriah cofnął się o krok. - Wiem, gdzie jesteśmy - powiedział; jego oczy toczyły się we wszystkich kierunkach, jakby spodziewał się ataku. - Mutran mówił mi o tym miejscu, ale wieki temu wyglądało inaczej. Musimy iść, musimy iść!

Ale było już za późno. Skalna ściana wyrosła nagle z linii brzegowej, tworząc wysoką na 200 stóp [60 m] ścianę dookoła wyspy, odcinając wyspę od łodzi. - Rozwalić to! - rozkazał Brutaka. Ale nawet jego miecz nie mógł przebić tej skały.

Spiriah stworzył sobie skrzydła i próbował odlecieć, ale ostra kamienna włócznia przebiła jego skrzydła, posyłając go na dół. Lariska podbiegła, wyskoczyła, odbiła się od ściany i złapała towarzysza w powietrzu.

Nie było czasu podziwiać jej umiejętności akrobatycznych ani ponownie próbować ucieczki. Usłyszeli głos pochodzący z jaskini, ale brzmiący kompletnie inaczej od czegokolwiek co już słyszeli. Brzmiało jak oślizgły, pulsujący odgłos z gniazda zaniepokojonych robaków. Nawet Brutaka musiał się zatrząść.

- Goście - powiedział głos. - Nareszcie.

- Kim jesteś? - zapytał Brutaka. - Czy ty nas tu uwięziłeś? Uprzedzam, nie wiesz, z jaką mocą masz do czynienia.

Potężna macka wystrzeliła z jaskini, owinęła się wokół Brutaki i wciągnęła go do środka. Chwilę potem stał naprzeciw istoty tak potwornej, tak obcej, że musiał użyć całej swej siły woli, by nie oszaleć ze strachu.

- A teraz - powiedział istota która go trzymała. - Teraz wyjaw Tren Krom swoją moc.

Część 6

Brutaka próbował zamknąć oczy. Nie pomogło. Nie mógł się pozbyć obrazu Tren Krom - wijącej się, szkarłatnej masy macek wystających z centralnego ciała, z dwiema martwo żółtymi gałkami ocznymi które w jakiś sposób podążały za każdym ruchem bez poruszania się. W każdym razie to zdołał ujrzeć na pierwszy rzut oka - w jakiś sposób wiedział, że długie spoglądanie na Tren Krom zakończy się powitaniem z szaleństwem.

Istota wyglądała jakby łączyła się z kamiennymi ścianami jaskini, tak że ona i jej mieszkaniec stali się jednym. Cierpki smród rozkładu unosił się ponad wszystkim. W ciszy Brutaka próbował uwolnić się z uścisku Tren Krom. Czuł jak dziwna istota próbuje spenetrować jego umysł, ale jak dotąd ćwiczenia umysłowe Zakonu pozwoliły mu się oprzeć. Gdyby to zawiodło, wiedział że sekrety Zakonu zostaną wystawione temu potworowi.

- Jakież cuda pojawiły się w moim wszechświecie odkąd mnie wygnano? - zapytał łagodnie Tren Krom, jego głos był tak powalający jak wygląd. - Muszę wiedzieć!

Wahając się, inni członkowie drużyny Brutaki weszli do środka jaskini, natychmiast tego żałując. Tylko Lariska, trzymająca protostalowy sztylet w ręku, utrzymała ich w środku.

- Uważacie mnie za obcego... Innego... - kontynuował Tren Krom. - Ale jestem materią tego wszechświata, który przemierzałem na długo zanim nawet Mata Nui się tu zjawił. Nigdy nie słyszeliście opowieści?

- Jest legenda o Tren Krom - powiedział Brutaka. - Ale... opowieści, jak widać, opuszczają pewne fragmenty.

Tren Krom zaśmiał się. Odgłos jego śmiechu ściągnął na całą drużynę pragnienie natychmiastowej śmierci. - Zanim jeszcze Wielki Duch się narodził, Wielkie Istoty stworzyły jedną istotę, która była w pełni organiczna. Nauczyli mnie, jak działa ten świat i umieścili mnie w jego centrum, abym pozostał tam, dając ciepło, światło, wszystko co uzupełniało ich kreację.

Brutaka zdołał częściowo oswobodzić ramię. Z odrobiną szczęścia, mógł sięgnąć po sztylet i uwolnić się... Wszystko, czego potrzebował, to odrobina czasu. - Więc co się stało? Jak się tu dostałeś?

- Mój czas zawsze był obliczany na krótki - odparł Tren Krom. - Miałem podtrzymywać wszechświat, dopóki Wielki Duch nie będzie gotowy, by przejąć władzę. Matoran Światła przybył do mnie i powiedział, że nadeszła dla mnie godzina, abym odszedł... był twórcą kanistrów, którego zdrowy umysł nie przetrwał naszego spotkania. Poddałem się swojemu losowi, tylko po to aby Istoty wysłały mnie tutaj i przykuły do skały - jego głos stał się ociężały i gorzki. - Wszechświat, jak widać, nie potrzebuje dwóch potężnych istot naraz.

- Czego... czego od nas chcesz? - szepnął Vezon. - I nie mówi mi, błagam, żeby ci ktoś potrzymał lustro.

- Chcialbym wiedzieć, co sie stało z wszechświatem w ciągu ostatnich 100 tysiącleci - odparł Tren Krom. - Miałem bardzo mało gości. Wasza siódemka zostanie tu i udzieli mi wiedzy której potrzebuję... Oczywiście, kiedy skończę, nie będziecie już mieli pożytku z waszych umysłów.

- Dlaczego nam to mówisz? - zapytała Lariska. - Przecież niewiele cię to obchodzi?

- Zamknij się - syknął Carapar. - Zasada numer jeden: nie drażnij gigantycznego potwora z mackami - nie uczyli cię tego w szkole TSO?

- Cicho bądź - ucięła Lariska. - Tren Krom... nasz wszechświat jest zagrożony. Musimy go ratować, takie mamy zadanie. Jeśli nas tu zatrzymasz, zniszczysz to, co pomogłeś kiedyś utrzymać przy życiu.

Carapar odsunął się powoli od nich, z mieczem w dłoni. Nikt nie zwrócił na niego uwagi - wszystkie oczy były wlepione w Lariskę, którą pochwyciła jedna z macek Tren Krom. Bez mentalnej dyscypliny, którą posiadał Brutaka, jej umysł był dla istoty jak otwarta księga. Krzyknęła, kiedy jej życiowe wspomnienia przemieszały się ze starożytnym umysłem Tren Krom. Kiedy ją puścił, upadła na kamienną podłogę.

- Mutran - mruknął do siebie Tren Krom. - Tak dawno zwiedziłem jego umysł, a jego mój... I tak nauczył się, jak uderzyć w Mata Nui. On i jego gatunek osmielili się sięgnąć po potęgę, która teraz ich niszczy. Jakże... intrygujące.

- To coś więcej - powiedział Brutaka. - Powiedz mu, Spiriah - powiedz, co się stanie, jeśli Makucie powiedzie się jego plan.

- Jeśli plan się uda... - zaczął Spiriah. Rozejrzał się, jakby ktoś w jego dawnego otoczenia był tu niedaleko, nasłuchując. - Nadejdzie mrok... Makuta będzie rządził wszechświatem, Rahkshi będą wprowadzały jego wolę. Ktokolwiek z mocą zdolną zagrozić jego władzy zginie... I mówię o każdym "kimkolwiek".

- Niemożliwe - powiedział Tren Krom. Nagle umysły kompanii wypełniły koszmarne obrazy wysyłane przez Tren Krom, wizje zdolne przerazić nawet szalonego. - Nikt nie zbliży się do mnie bez mojej wiedzy. Nikt nie może mnie pokonać. Nikt nie może mnie zabić. Jestem wiecznością!

Brutaka trzymał teraz w dłoni swój sztylet. - Może nie - powiedział. - Ale założę się, że swojego czasu mówiłeś, że nikt nie może cię spętać... i spójrz, co się stało.

Tren Krom zamyślił się. Brutaka obserwował każdy jego ruch, wówczas uchwycił Carapara kątem oka. Barraki wznosił miecz, aby zaatakować istotę. Było za późno, aby krzyknąć, za późno by go powstrzymać.

Carapar opuścił ostrze w dół, myśląc że wziął przeciwnika z zaskoczenia. Wówczas nagle na czaszce Tren Krom pojawiło się trzecie oko, spoglądające wprost na Carapara. Barraki zamarł w połowie ciosu. Strumień energii wytrysnął z oka, pogrążając go w świetle. Chwilę potem Carapar rozsypał się, jakby był z kryształu. Nie zostało nic poza garstką świecącego prochu na posadzce.

- Pomogłem stworzyć świat poukładany - szepnął Tren Krom. - Ale w umyśle tej kobiety zobaczyłem, że obróciliście go we wszechświat szaleństwa i strachu. Nie jest wart ocalenia. Ale to świat, na jaki zasługujecie wy i wam podobni.

Tren Krom rzucił Brutakę ku swojej drużynie. Spiriah użył swojej magnetycznej mocy, aby zatrzymać go zanim zderzył się ze ścianą. Macki cofnęły się, tnąc powietrze wokół ciała Tren Krom. - Idźcie - powiedział. - Odejdźcie z mojego wiezienia... zabierzcie swoje plany i wspomnienia... ponieważ to, co nosicie w umysłach, jest gorsze niż cokolwiek, z czym przyjdzie wam się spotkać. Wasz los jest przesądzony - życie we wszechświecie takim, jakim go uczyniliście.

Nikt nie chciał się kłócić. Zabierając Brutakę i Lariską, odeszli z jaskini, widząc jak kamienne ściany otaczające wyspę znów opadają w piach. Tylko Takadox zatrzymał się i spojrzał z powrotem na jaskinię gdzie zginął Carapar, zastanawiając się przez chwilę, czego trzeba, aby zakończyć życie istoty starszej od gwiazd.

Część 7

Brutaka i Lariska stali razem, obserwując Takadoxa, stojącego w ciszy przy burcie statku.
- Martwię się o niego - powiedziała. - Nie powiedział słowa odkąd opuściliśmy wyspę Tren Krom, od śmierci jego przyjaciela, Carapara.

- Przyjaciela? - parsknął Brutaka. - Barraki nie mają przyjaciół, tylko swoje marionetki - a Carapar był ulubioną Takadoxa. Zresztą, nie marnuj swojego współczucia na niego, pomyśl o nas. - Wskazał na coś łukowatym ruchem. - Jesteśmy na miejscu.

Z mgły wychynęła wyspa pokryta czarnym piaskiem i postrzępionymi skałami, wulkanicznymi przełomami i dziwnymi Rahi wirującymi w powietrzu. Pomimo, że dzień był jasny, cała wyspa wydawała się skąpana w mroku.

- Witamy na Artidaxie - powiedział Brutaka.

Vezon podszedł do niego, chichocząc.
- Mam nadzieję, że przeżyjemy nasz pobyt tutaj.

Brutaka spojrzał na swoją drużynę - Barraki, pół-Skakdi, Makuta, dawna królowa Visoraków, Mroczna Łowczyni i on.
- Nawet jeśli nie, to co? Może świat będzie lepszy bez nas.

Jako najsilniejsi członkowie drużyny, Brutaka i Spiriah poszli przodem. Kiedy dotarli do czarnych piasków, wszystko wydawało się być spokojne.
- Więc co wiesz o tutejszej obronie? - zapytał Brutaka.

- Tylko tyle, co mówił mi Krika. Miał gość łeb - powiedział Spiriah. - Zdajesz sobie sprawę, że to okropny pomysł?

- Co?

- Uwolnienie Miserixa - odparł Spiriah. -Nie zatrzyma Planu. Wszystko, co osiągnie, to wczesna śmierć. Słuchaj, my...

To, co się stało chwilę potem, było zaskakująco szybkie. Czarny piach zaczął wirować wokół Spiriaha, tworząc wielką dłoń, łapiąc go i ściągając w dół. Brutaka złapał jego rękę, wołając innych.
- Pomóżcie nam!

Lariska, Vezon i Roodaka ruszyli mu na pomoc. Takadox ociągał się, rzucając okiem na statek, jakby rozważał ucieczkę. Piaskowa ręka była za silna i maska Spiriaha prawie zniknęła pod nim. Wówczas Roodaka wystrzeliła Rhotuka, trafiła w żywy piach i zmieniła jego ziarnka w rój ogniolataczy. Nie mogą się zebrać w rękę, uwolniły Spiriaha. Makuta wypełzł z powrotem na plażę, klnąc pod nosem.

- Idiota ze mnie - powiedział Brutaka. - Powinienem się zorientować... Krika zabezpieczył to miejsce tak, aby wyczuło i zareagowało na obecność Makuta. Nie chciał, aby Miserix uciekł, ani żeby ktokolwiek z Bractwa znalazł go i uwolnił... albo wykończył.

- Więc byłbym głupcem, idąc choćby krok dalej - powiedział Spiriah. - Przywiodłem was tutaj - już mnie nie potrzebujecie.

- Z drugiej strony - powiedziała Lariska - możesz być bardzo pożyteczny. Słyszeliście kiedyś o Kinloka-saperach?

Ku ich zaskoczeniu, tylko Vezon podniósł rękę. Kiedy na niego spojrzeli, mruknął:
- Vezok. Widział mnóstwo rzeczy, a skoro pochodzę od niego, też je widziałem. A tak swoją drogą, kto ma ochotę go zabić, jak już skończymy? Mogę nawet później posprzątać.

Lariska odwróciła się z powrotem do Brutaki, ignorując wariata.
- Kinloka to szkodniki, żyjące właściwie wszędzie, także na Zakazie. Kiedy Skakdi muszą przejść przez teren, który może być naszpikowany pułapkami, wysyłają Kinloka naprzód. Szkodniki aktywują pułapki, Skakdi przechodzą bezpiecznie.

- A te pułapki są wrażliwe na Makuta - powiedziała Roodaka, uśmiech wstępował jej na twarz. - Rozumiem, rozumiem... I jakby na to nie patrzeć, Spirirah to taki szkodnik.

Spiriah, stojąc już na własnych nogach, zwrócił się do Brutaki:
- Nie, nic z tego. Nawet, jeśli pozwolicie mi wypatroszyć tę Vortixx.

- Uważaj na słowa - warknęła Roodaka, celując w niego Rhotuka, - póki wciąż masz czym je wyrzucać.

Brutaka otoczył Spiriaha ramieniem i odszedł z nim kilka kroków.
- Nie jesteś tu tylko po to, by nas tu sprowadzić. Kiedy skończymy, Bractwo wciąż będzie potężną kreaturą, tylko że bez głowy. Będzie potrzebowało władcy... A istoty, dla których pracuję, pamiętają, kto im pomógł... a kto nie. Wierz mi, mają długą pamięć.

Zajęło im jeszcze kilka minut szeptanej rozmowy, zanim Spiriah odwrócił się ku grupie i oświadczył, że będzie ich przewodnikiem na Artidaxie. Poszedł w głąb lądu, za nim reszta. Lariska doskoczyła do Brutaki i powiedziała:
- Dobrze wiesz, że nigdy nie będzie władcą Bractwa.

- Niech myśli, że może być głową tej rodziny - odparł Brutaka. - Może to odwróci jego uwagę od faktu, że wkrótce może stracić własną.

Ich droga prowadziła wprost do wulkanu. Poprzez górę został wyryty tunel, jedyna droga poprzez wyspę. Spiriah szedł naprzód, kiedy Vezon złapał go za ręce. Przed nimi, u ich stóp, znajdowało się ostre jak brzytwa pnącze, połączone ze stertą starannie ułożonych głazów na zboczu.

Spiriah przeszedł ostrożnie nad pnączem, za nim kolejni i tak weszli do tunelu. Dopiero w środku Brutaka zorientował się, że kogoś brakuje.
- Gdzie Takadox?

Lariska odwróciła się.
- Tam! Uważajcie!

Brutaka odwrócił się i zobaczył Takadoxa przecinającego pnącze. Chwilę przed tym, jak lawina skała odcięła ich od Barraki i uwięziła w tunelu, wszyscy zdążyli zobaczyć jego złowrogi uśmiech.

Część 8

Brutaka odepchnął na bok stos gruzów i dźwignął się na nogi. Obok niego, Spiriah i Roodaka używali Mroku, aby się oswobodzić. Nigdzie nie było Vezona ani Lariski.

Spojrzał wprost w teraz zasypane wejście do tunelu. Kilka podmuchów energii bez wątpienia oczyściłoby je, ale Takadox na pewno już był daleko. Na złapanie go przyjdzie czas później.

- Mam go!

Brutka odwrócił się i zobaczył Lariskę, trzymającą za gardło wijącego się Vezona.
- Złapałam go, jak przemykał się w dół tunelu - powiedziała Łowczyni.

- Pozwól nam złapać tego zdrajcę - warknęła Roodaka. - Chcę poczuć jego pocharatane ciało pod moim obcasem.

- Mamy swoją robotę - odparł Brutaka. - Idziemy. Wszyscy - dodał, spoglądając ostro na Vezona.

Tunel okazał się czymś więcej niż zwykłą ścieżką. Przechodził w obszerną, podziemną kawernę, w której rozciągał się most z włókna protodermicznego. Pod nimi posadzkę pokrywało coś, co przypominało masę splątanych ze sobą koron drzew, połączonych ze sobą. Ściany zdobiły długie kanały, wyrzeźbione przez wielowiekowe spływy lawy. Dziwny Rahu zwisał ze sklepienia, trzy pary oczu mrugały powoli na widok intruzów w swoim świecie.

- Przypomnijcie mi, żebym nigdy nie zwracał się do Kriki jako swojego organizatora wycieczki - mruknął Spiriah.

- Ta cała wyspa to jeden wielki wulkan - powiedział Brutaka. - Były tu niewielkie erupcje, ale nic wielkiego. Tahu i Kopaka zapewne zajęli się tym zagadnieniem. Inaczej pewnie już bylibyśmy usmażeni na złoto.

- Nie ma Carapara, nie ma Takadoxa - powiedział śpiewnie Vezon. - Kto będzie następny? Spiriah Posępny? Brutaka Gburowaty? Vezon Zdobywca? Czy może Lariska,...

Łowczyni obruciła się i cisnęła sztyletem wprost w skałę na prawo od stopy Vezona. Szalony pół-Skakdi odwrócił się do niej, uśmiechając i rzekł:
- A może Lariska, mądra, piękna i wspaniała morderczyni?

Brutaka ruszył i wszedł na most. Przed nim, wewnątrz otworu w skale, połyskiwało światło. W kamieniu obok wejścia wyryto symbol Bractwa. Ktoś - może Krika, może Miserix - musieli oznaczyć tę drogę, dawno, dawno temu.

- Co właściwie zrobimy z tym legendarnym Makuta, kiedy już go znajdziemy? - zapytała Roodaka. - Skąd pomysł, że nam pomoże?

- Miserix nienawidzi Bractwa za odwrócenie się od niego - odparł Brutaka. - Pomógłby nawet trójce Matoran i krabowi Ussal, gdyby to dało mu zemstę na Bractwie.

- A kimże on będzie dla ciebie? - naciskała Roodaka. - Generałem? Herosem? Symbolem, wokół którego zgromadzi sie rebelia przeciwko Bractwu?

Brutaka potrząsnął głową.
- Nic z tych rzeczy. Będzie bronią, jak Rhotuka albo miotacz Duchów. A my wycelujemy go wprost w fortecę Makuta na Destralu.

Roodaka uśmiechnęła się.
- A kim, jeśli wolno spytać... są "my"?

Brutaka odpowiedział uśmiechem, uśmiechem Kavinika, który zaraz będzie ucztował.
- No, no... To, czego nie znasz, nie przetnie cię na pół i nie zrzuci z mostu.

- Słyszę coś - powiedziała Lariska. - Nad nami... może głos... a może odgłos wulkanu.

- Też coś słyszę - powiedział Vezon.

- Zamknij się - odparła Roodaka.

- Poza tym, widzę coś - kontynuował. - Ale skoro nie jesteście zainteresowani...

- Nie jesteśmy - ucięła Roodaka.

- Swoją drogą, zawsze uważałem swoje uwagi i obserwacje za interesujące - nie dawał za wygraną Vezon. - Nie zna smaku życia ten, kto nie zobaczył życia przez pryzmat szaleństwa. A jakże, przez większość mojego czasu nie jestem pewien, czy to co widzę, jest prawdą, czy tym, co bym chciał zobaczyć... albo, jak teraz, o co modliłbym się, błagał, prosił, aby nie było prawdą.

- Czemu go zabraliśmy? - zapytał Spiriah.

- Łamie monotonię - odparła Lariska.

- Wolałabym złamać coś bardziej satysfakcjonującego - syknęła Roodaka. - Słyszałam, że Skakdi wydają naprawdę uroczy dźwięk, kiedy łamiesz ich na kawałki.

- Ale, skoro nie jesteście zainteresowani - mówił Vezon, niewzruszony komentarzami towarzyszy, - cóż, w takim razie nie powiem wam, że podłoga się rusza. Sami na to wpadnijcie.

- Podłoga się... - powtórzył Brutaka. Spojrzał w dół. Pod nimi, splątane grona martwych koron drzew istotnie zaczęły się zmieniać. Powód, czemu tak się dzieje, stał się jasny już po chwili: to nie były korony drzew, to były poskręcane kończyny tysięcy szkarłanych insektów, teraz wyplątujących się z siebie nawzajem. Najwyraźniej uznały, że czas się obudzić i coś zjeść.

Szybciej niż ktokolwiek mógł przewidzieć, zaczęły maszerować w górę po ścianach kawerny, ze wszystkich stron. W jednej chwili, zablokowały obydwa końce mostu. Otaczające ich skały zniknęły pod morzem czerwieni i tysiącami pozbawionych powiek, drapieżnych oczu.

- A, nie, nie, nie - powiedział Vezon, kręcąc głową. - Teraz za późno na przeprosiny. Znaaaaaacznie za późno.

Część 9

Brutaka przeleciał wzrokiem komnatę. Świecące oczy insektów sprawiały, że czuł się jak w jakimś chorym gwiazdozbiorze. Za nim, Vezon nucił sam do siebie, jakby to był popołudniowy piknik.

- Wywalczymy sobie drogę na zewnątrz? - zapytała Lariska, unosząc dłoń po swój sztylet.

Odpowiedź była skierowana do Spiriaha.
- Kontrolujesz Rahi. Każ im się rozstąpić.

- Pod jednym warunkiem - powiedział Spiriah. - Kiedy to zrobię, uwolnisz mnie. Odwrócę się i wyjdę, zabiorę łódź - jeśli Takadox jeszcze tego nie zrobił - i odejdę. Nie zobaczę i nie usłyszę o żadnym z was, ani kimkolwiek z wami związanym.

- Nie pytałem cię - odparł Brutaka. - Kazałem ci.

- Jestem Makuta - rzekł Spiriah. - Zdegradowanym, być może; ofiarą zazdrości i samosądów, na pewno. Ale nie będzie mi rozkazywał nieznośny, szalony...

Brutaka uderzył Spiriaha w maskę, strącając go z mostu. Spiriah złapał się krawędzi i zawisł nad przepaścią.

- To się chyba nazywa "nie czas ani miejsce na dyskusje" - powiedział Brutaka. Aktywując swoją Maskę, otworzył portal wymiarowy tuż pod stopami Spiraha. - Jeśli otworzę go jeszcze trochę, znajdziesz się w wymiarze pełnym istot ze światła. Wiesz, co one jedzą? Mrok. Będziesz ich zapasem jedzenia, Spiriah, ale uprzedzam - one są zawsze głodne. I nie zamykają ust, gdy przeżuwają.

Spiriah nic nie powiedział; zredukował tylko swą gęstość i odleciał z dala od portalu Brutaki. Potem wylądował na moście i znów stał się solidny.
- Zrobię to - powiedział. - Potem odejdę. Ostrzegam cię, żebyś nie próbował mnie zatrzymać.

Makuta skoncentrował się i aktywował swą moc kontroli nad Rahi. Nic się nie stało, słychać było nieustanny brzęk insectów. Po kilku chwilach zdenerwowany Spiriah się poddał.
- Ktoś potężniejszy już je kontroluje. To musi być Miserix.

Brutaka wskazał na ścianę insektów blokujących im drogę.
- Więc chyba nas nie opuszczasz - odwrócił się do Lariski. - A my walczymy. Zostajesz z Vezonem. Roodaka, Spiriah, idziecie ze mną.

Na jego znak jego dwoje potężnych sojuszników uwolniło swoje moce i insekty blokujące drogę odpadły. Gdy tylko szkarłatne stworzenia opadły, pozostałe nadeszły, aby je zastąpić. Co gorsze, teraz te z tyłu szło wzdłuż mostu, zbliżając się do Vezona i Lariski.

- Mam pomysł - powiedziała Roodaka, przywołując Rhotuka do miotacza. Wystrzeliła w insekty, zmieniając je w potwory nie do poznania. Chwilę potem zostały zaatakowały nieszczęśliwe ofiary Roodaki. Insekty zginęły, nie należąc do reszty gatunku.

Widząc, że to działa, Roodaka powtórzyła działanie, tym razem na insektach blokujących dalszą drogę. Gdy mutacje doprowadziły do śmierci robaków z rąk ich pobratymców, otworzyło się przejście. Zadowolona z wygranej, Roodaka pobiegła wzdłuż mostu i do tunelu. Drużyna nie zatrzymywała się, póki nie odbiegli od jaskini.

- Idą za nami? - zapytał Brutaka.

- Nie wygląda na to - odparła Lariska. - Może nie lubią opuszczać gniazda.

- A może wiedzą, że będziemy musieli iść tędy i wówczas nas zjedzą - podsunął wesoło Vezon.

- Może jest inne wyjście - rzekł Brutaka.

- A może będziemy musieli się przyzwyczaić - odparł Vezon. - Kilka zdzibeł trawy, trochę malunków na skalnych, głowy wrogów na ścianach... tak, byłoby przytulnie.

- Brutaka! - zawołała idąca przodem Roodaka. - Chyba powinieneś to zobaczyć.

Drużyna pobiegła przez tunel do Roodaki. Stała na końcu tunelu, spoglądając na kolejną, wielką komnatę. Albo dokładniej, spoglądała na największego mieszkańca komnaty. Masywny, smokopodobny potwór przywiązany łańcuchami do skalnej podłogi. Dookoła latał mniejszy Rahi, od czasu do czasu omijając rękę mroku z piersi potwora.

- Co... to jest? - zapytała Lariska.

Brutaka potrząsnął głową.
- Cóż, ma 40 stóp długości, jest srebrno-czerwony, ma cztery nogi, ogon i nieprzyjemne usposobienie - i to jego mamy uratować.

- Miserix - szepnął Spiriah.

- Dobra, możemy zabrać go do domu - rzekł Vezon, - ale nie spodziewajcie się, że będę po nim sprzątał.

Część 10

Vezon spojrzał na masywne, skręcone ciało smoczej bestii, zwrócił spojrzenie na swoich towarzyszy, znów na smoka i na Brutakę. Otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale Brutaka do tego nie dopuścił.

- Nie mów tego - powiedział.

- Będziemy potrzebować... - zaczął Vezon.

- Większej łodzi, wiem - odparł. - Czy ktokolwiek z was zna te... kreatury... w powietrzu?

Małe, uskrzydlone stworzenia rzeczywiście latały dookoła smoka. Od czasu do czasu niektóre uwalniały krzyk na tyle mocny, aby pokruszyć skałę.

- Nazywają je Klakk - powiedział Spiriah. - Mutran stworzył je wiele lat temu... Ich krzyk jest bardzo potężny. Muszą być strażnikami.

Brutaka zamarł. Strażnikami, dobra, ale kogo? Wiedział, że smok to tak naprawdę Makuta Miserix, były lider BoM. Miał zostać zabity, ale Makuta Krika postanowił uwięzić go na Artidaxie. Brutaka miał go uratować, aby OoMN mógł go użyć przeciwko BoM.

Wówczas Miserix nagle ich zauważył. Zmrużył swoje wielkie oczy i przemówił głosem podobnym do odległej lawiny:
- Kim... wy... jesteście?

Brutaka zaczął mówić "Przyjaciółmi", ale wówczas uznał, że nie chce być uznany za przyjaciela takiego stwora.
- Mamy cię uwolnić - powiedział zamiast tego. - Możesz przybrać jakąś mniejszą formę?

- Czemu miałbym to zrobić? - zapytał Miserix. - Wiecie, ile stworzeń musiałem pochłonąć, by osiągnąć rozmiar chroniący mnie przed ich wrzaskiem?

- Widzisz, twój rozmiar to nasz problem, wasza, niezmienność - wtrącił Vezon. - Mamy tylko małą łódkę, nie większą od tratwy, serio, a jeśli zatonie, to będziemy musieli pływać. Osobiście nie jestem mocny w pływaniu - niektórzy z moich przyjaciół poszli popływać, jak słyszałem, i teraz wyglądają jak morskie węże, same głowy i kolce. A ja nie mam kolców, więc zostałaby ze mnie sama głowa, więc...

Oczy Miserixa zaświeciły się na czerwono. Światło lasera trafiło w Vezona i posłało go do tyłu. - Robactwo - mruknął Miserix.

Odwracając się ku Vezonowi, Brutaka zauważył, że Spiriah wycofuje się ku cieniowi. Miserix zauważył to i ryknął:
- Powiedźcie temu z tyłu, żeby tu podszedł.

Spiriah zrobił niepewny krok naprzód. Na widok innego Makuta smok się uśmiechnął.
- Spiriah. Pamiętam cię. Gdy Teridax się zbuntował, byłeś jednym z pierwszych, którzy stanęli po jego stronie. Tak bardzo chciałem się znów z tobą spotkać.
Brutaka zacisnął palce na swojej broni. Nie podobał mu się ton głosu Miserixa.

- Wiesz, że nie widziałem nikogo z naszego gatunku, odkąd Krika mnie tu zostawił? - kontynuował.

- Wszyscy chcieliśmy tu przybyć - odparł pośpiesznie Spiriah. - Teridax by nas nie puścił. Wiedzieliśmy, co osiągniemy dzięki twojemu doświadczeniu, twej mocy, twojej obecności.

- Ale nie przyszedłeś - warknął Miserix. - Więc teraz ja będę czerpał korzyści z ciebie.

Ręka żywego cienia wystrzeliła z piersi smoka, łapiąc Spiraha i wciągając go w ciało Miserixa. Nie miał nawet czasu krzyknąć.

Vezon, stojący już na własnych nogach, zamarł na widok pochłanianego Makuty.
- Myślałem, że mamy go ratować z uwięzienia - szepnął. - Nie z tego popołudniowego apetytu.

- Wiesz, moglibyśmy cię tu zostawić, żebyś zgnił - powiedział Brutaka do Miserixa. - Albo zaczekać na kolejną erupcję, która posłałaby lawę na twój przerośnięty łeb. Albo... możemy dać ci szansę zemsty na twoich braciach. Co wybierasz?

Miserix zastanowił się. Potem wychylił się na tyle, na ile pozwalały mu łańcuchy i powiedział:
- Czyń swą powinność, jeśli tylko da to efekt.

- Znam ten typ łańcucha - powiedziała Lariska. - Rosną i maleją wraz z nim. Żywią się jego mocą i używają jej, aby go utrzymać.

Brutaka uniósł broń.
- Można je rozerwać?

- Można, ale to go bardzo zaboli.

Brutaka uśmiechnął się ponuro.
- Płacz zostawię sobie na jutro. Znajdź mi najsłabsze ogniwo. Roodaka, będziemy cię potrzebować.

Vortixx siedziała cicho odkąd tylko zobaczyli Miserixa. Brutaka nie miał wątpliwości, że coś knuje. Ale stanęła obok niego, nie spuszczając z oczu uwięzionego Makuty.

- Tutaj - powiedziała Lariska, wskazując fragment łańcucha trzymający prawą rękę Miserixa. - Tu skoncentrujemy ogień.

Brutaka i Roodaka wycelowali, on swoim ostrzem, ona wyciągniętą ręką. Energia i pomduch cienia uderzyły w najsłabsze ogniwo łańcucha, otaczając je ciągłym strumieniem mocy. Po kilku minutach, łańcuch zaczął ustępować. Wkrótce popękał. A po chwili ogniwo pękło z trzaskiem. Miserix ryknął, na tyle głośno, aby potrzaskać górę.

Klakki zareagowały bezzwłocznie, lecąc wprost na drużynę i uwalniając swoje wrzaski. Vezon i Lariska odpędzali je, podczas gdy Brutaka używał swoich ostrzy by odparowywać ataki. W tym samym czasie, Miserix uniósł swoje ramię. Widząc, że został oswobodzony, zaczął zrywać pozostałe łańcuchy łączące go z gruntem. Tym razem nie krzyczał, ale się uśmiechał.

Klakki zyskiwały przewagę, zmuszając drużynę do cofnięcia się w korytarz insektów. Miserix przez chwilę obserwował pole bitwy. Wówczas otworzył pysk i uwolnił wrzask, który powalił Klakki wraz z Vezonem i Lariską. Brutaka i Roodaka ledwo utrzymali się przy przytomności. Czołgając się, Brutaka sprawdził stan pozostałych członków drużyny - oboje żyli.

- Teraz - powiedział Miserix, - gdzie jest Teridax?

Brutaka roześmiał się.
- Jeśli ci powiem, nie będziesz już miał powodów, aby zostawić nas przy życiu. Wdzięczności nie ma na liście emocji Makuta. Pokażę ci. Ale musisz się zmniejszyć, aby wyjść na zewnątrz.

- Twój brak wyobraźni jest rozczarowujący - odparł Miserix. Obrócił się i uderzył w zbocze wulkanu z pełną siłą, potem jeszcze raz i jeszcze raz. Skały się skruszyły i zaczęły odpadać. Miserix użył swojej mocy fragmentacji, obracając całe zbocze góry w piach. Brutaka widział niebo i morze.

- Nareszcie! - powiedział Miserix. - Po tylu wiekach, nareszcie wolny!

Na oczach zdumionego Brutaki, smokowi wyrosły skrzydła. Skierował swą szkarłatną głowę ku Brutace i rzekł:
- Chodź. Pokaż mi, gdzie są moi wrogowie bym mógł skruszyć ich pancerze i ucztować na ich energii.

- Nie! - krzyknęła Roodaka. - Prowadzą cię w pułapkę! Słuchaj, też jestem wrogiem Bractwa. Brutaka chce cię wykorzystać, poświęcić jako pachołka w wojnie z Bractwem! Ja chcę być twoim sprzymierzeńcem.

Miserix pochylił grzbiet i wychylił się tak, że jego twarz była na poziomie Roodaki. Przemówił szeptem.
- Maleństwo, jestem Makuta Miserix. Nie jestem niczym pachołkiem. Nie jestem niczyim sprzymierzeńcem - po czym ryknął tak, że Roodaka poleciała na najbliższą skałę. - I nie jestem głupi!

Brutaka spoglądał na to bez cienia zainteresowania.
- Skończyłeś?

Miserix powoli skinął głową.
- Idźmy już. Muszę na nowo odkryć ten świat.

Brutaka załadował oszołomioną Roodakę i na wpół przytomnych Lariskę i Vezona na grzbiet smoka. Po chwili sam się wspiął, a Miserix rozwinął skrzydła i wystrzelił w niebo. Poszybowali wysoko nad wyspę, zatrzymując się tylko na chwilę, którą Miserix poświęcił na obietnicę, że kiedyś wróci i zniszczy swoje więzienie. Brutaka zauważył, że łódź drużyny zniknęła - a więc Takadox odszedł.

- Niech idzie. To nie ma znaczenia - pomyślał Brutaka. - Nadchodzi burza, a kiedy uderzy w ten świat, nikt nie będzie miał się gdzie schować.

Miserix skierował się na północ, niosąc pasażerów w nieznane.

Koniec.

Postacie

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki